Czy betonowy pomnik jest trwalszy niż ze spiżu?

2010-07-23 00:53:44

Tym razem krótko i na temat. Dzisiejsze „Życie Warszawy” donosi, że niejaka Grażyna Bartnik, artystka, o której — powinienem spalić się ze wstydu? — nigdy nie słyszałem, ogłosiła urbi et orbi, że oto zaprojektowała rzeźbę, przedstawiającą Warsa i Sawę. Chyba nie muszę dodawać, że zdaniem autorki monument powinien raz-dwa się zmaterializować i stanąć w jakimś kluczowym punkcie na mapie stolicy — oczywiście za pieniądze podatników. Ponieważ nazwałem ten blog tak, jak nazwałem („Między Warsem i Sawą”, jeśli ktoś z Państwa się nie zorientował), czuję się wywołany do tablicy. Otóż ja w całej rozciągłości podzielam opinię pani Bartnik, że brak jakiegokolwiek obiektu, upamiętniającego legendarnych założycieli Warszawy, woła o pomstę do nieba. Taka rzeźba od razu stałaby się atrakcją turystyczną nie gorszą od Syrenki albo Kolumny Zygmunta, a to z kolei pozwoliłby upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu — z jednej strony kontenci byliby ci Warszawiacy, którzy szanują tradycję, a z drugiej można byłoby na tym po prostu zarobić (souveniry itp.). Słowem, zgadzam się z panią artystką — ale tylko w teorii. W praktyce ów projekt, który oglądają Państwo obok tekstu, wygląda tak, że w pierwszej chwili zastanowiłem się, czy aby nie trzymam gazety do góry nogami. Proszę bardzo, niech mnie Państwo nazwą chamem lub ignorantem, ale moim zdaniem Wars i Sawa w wydaniu pani Bartnik wyglądają ni mniej, ni więcej jak figurki z plasteliny, ulepione niezgrabnymi dłońmi ucznia szkoły podstawowej. Równie wyrafinowany jest zresztą materiał — rzeźba zostałaby, a jakże, odlana z betonu. Może po prostu jestem za głupi, żeby zrozumieć „sztukę nowoczesną” — mimo to towarzyszy mi dziwna pewność, że lwia część Warszawiaków podpisałaby się pod moją „recenzją”. Szpeceniu mojego miasta przez niewydarzonych „artystów” mówię stanowcze — nie!

Tagi: warszawa, sawa, wars, grażyna bartnik

skomentuj (0)


Strona główna