Podobno wystarczy pomyśleć o nim przez chwilę, żeby
natychmiast wynurzył się zza węgła najbliższej kamienicy, ale ci, którzy
rozsiewają plotki tego gatunku, ewidentnie naoglądali się za dużo amerykańskich
horrorów klasy B. Wbrew legendom, których stał się bohaterem, nie jest żadnym
demonem, lecz człowiekiem z krwi i kości — ale nietuzinkowym. Dość łatwo go
znaleźć, kiedy się wie, gdzie szukać. Słynie z tego, że całymi dniami, czy to
słota, czy spiekota, snuje się między Nowym Światem, Chmielną a Świętokrzyską.
Widać go z daleka, bo po pierwsze to kawał chłopa, a po drugie ubiera się
niecodziennie — od stóp po czubek głowy na czarno. Czasem tylko milcząco
maszeruje przed siebie, a innym razem zaczepia przechodniów albo wygłasza
płomienne monologi. Podczas spaceru ulicami Śródmieścia można poczuć na sobie
jego świdrujący wzrok — często zza witryny jednej z tutejszych kawiarni, w
których lubi przesiadywać. Podobno naprawdę nazywa się Jan Polkowski (tak, tak
samo jak ten poeta), ale powszechnie znany jest jako Czarny Roman.
Jego przeszłość owiana jest tajemnicą. Nikt do końca nie wie, skąd się wziął, ale jest tym, kim jest, odkąd tylko sięgam pamięcią. Czarny garnitur, płascz, kapelusz oraz buty i rękawiczki w tym samym kolorze — niezależnie od pory roku. Głos donośny i zachrypnięty, ale chyba nie od wódki, bo Czarny Roman znany jest ze swoich filipik przeciwko alkoholowi. Największy niepokój budzi to, że wszystko, co mówi jest nieskładne, ale zdradza dość dużą inteligencję. To nie jakiś tam pospolity menel, który lubi powydzierać się na ulicy, ale ktoś w rodzaju współczesnego proroka. Ciarki przechodzą po plecach, kiedy słucha się jego jeremiad o „Arcykurwie mordercy”, który „leży półtora metra w grobie na cmentarzu w Wilanowie” i pośmiertnie planuje hekatombę, w której zginie dokładnie milion dwustu Warszawiaków. Albo o tym, że on, Czarny Roman, jest nieśmiertelny i od dziewięciu lat nie zmrużył oka, mimo że codziennie przemierza sześćdziesiąt kilometrów (to ostatnie zresztą może być bliskie prawdy). Nie ulega wątpliwości, że pan Polkowski to skończony świr, ale Śródmieście bez niego nie byłoby już takie samo. „Warszawa najmocniejszym miastem!”, jak często pokrzykuje on — Prorok z Chmielnej.
PS Polecam film dokumentalny o Czarnym Romanie autorstwa
Macieja Głowińskiego, który można obejrzeć tutaj.
Tagi: warszawa, chmielna, czarny roman, jan polkowski, śródmieście
skomentuj (2)